Po co nam fotoradary?

Spore kontrowersje od wielu lat budzą w naszym kraju fotoradary. Zgodnie z założeniami urządzenia te mają za zadanie automatycznie „namierzać” kierowców, którzy dopuścili się przekroczenia prędkości, a odpowiednie lokalne komórki policji lub straży miejskiej wysyłają pocztą wezwania do zapłaty mandatu wraz ze zdjęciem kierującego wykonanym przez fotoradar.

Rzecz w tym, że w polskich realiach sprzęt ten stał się sposobem na łatwy zarobek dla budżetu państwa, albowiem radarów zaczęło nad Wisłą przybywać w zastraszającym tempie. Ustawiano je wszędzie, gdzie się dało, czasami w niewielkich odległościach od siebie.

Zazwyczaj zawsze tam, gdzie szansa na „złowienie” kierowców jest największa. Trudno dziwić się temu, że represyjne podejście ze strony władz spowodowało społeczny opór.

Przeciwko agresywnej polityce w materii fotoradarów ostro protestowali internauci, fala krytyki na rządzących spadła również ze strony mediów. Ciągle jednak nie widać wśród polityków woli, aby fotoradary zastąpić innymi rozwiązaniami.